agresywne i destabilizujące działania i zachowania

BM-2cXENgEocVCPqBXgTi9PhkZvoTPP32fJAC
Jul 8 11:31

Z gen. dyw. Romanem Polko, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki Ci, którzy po szczycie NATO w Brukseli krytykowali prezydenta Donalda Trumpa, że nie potwierdził artykułu 5 NATO, po jego wczorajszym wystąpieniu w Warszawie chyba nie powinni mieć wątpliwości… – Ta krytyka prezydenta Trumpa była obecna już podczas wizyty w Warszawie przed wystąpieniem na placu Krasińskich, kiedy pojawiały się bieżące komentarze, dlaczego jeszcze nie potwierdził ważności art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Słyszałem nawet opinię, że lepiej, żeby nie przyjeżdżał do Polski, skoro tego nie potwierdza. Usiłowano też pomniejszyć wagę tej wizyty, przedstawiając ją jako mało znaczące wydarzenie. Ludzi, którzy kierują się tylko propagandą, którzy szukali w tej wizycie tylko tego, co złe, a także ludzi, którzy łatwo się poddają takiej manipulacji, niestety nie brakuje. Natomiast to, na co zwracał uwagę prezydent Trump, to przede wszystkim zdrowy rozsądek i logika. Pamiętajmy, że ten prezydent już wcześniej podkreślał, że te państwa, które są członkami NATO, przygotowując się do obrony kolektywnej, powinny wydatkować pieniądze – na tyle, na ile je stać, czyli 2 proc. PKB – i tym samym współuczestniczyć w budowaniu naszego wspólnego bezpieczeństwa. Jednak spotkało się to z krytyką i niezadowoleniem Angeli Merkel, kanclerz Niemiec, i innych przywódców… – Prezydent Trump jako przywódca największego światowego mocarstwa, które przeznacza najwięcej środków na obronność, niespecjalnie przejmuje się takimi głosami. Zresztą zwracał uwagę, że wtedy, gdy Rosja się zbroiła, to państwa zachodnioeuropejskie się rozbrajały i wydatków w skali 2 proc. PKB nie ponosiły. I ten głos prezydenta Trumpa – bardzo rozsądny – już przynosi efekty, bo znacznie więcej środków, niż to było wcześniej, zaczyna płynąć na realizację zobowiązań sojuszniczych. Dobrze, że to zostało mocno powiedziane, bo w przeciwnym wypadku w dalszym ciągu ta negatywna tendencja byłaby utrzymywana. Prezydent Stanów Zjednoczonych podczas swojego wystąpienia w bardzo piękny sposób mówił o historii Polski i zasługach Polaków. Potwierdził też art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego dotyczący solidarnego współdziałania państw członkowskich NATO, i to w takiej formie, w jakiej chciałoby się to usłyszeć – mówiąc o tym, że to nie do końca jest tak, że możemy spać spokojnie, Stany Zjednoczone nas obronią, tylko że zapewnienie bezpieczeństwa jest naszym wspólnym zobowiązaniem. W związku z tym powinniśmy się w miarę naszych możliwości do tego przyłożyć. Podpisano memorandum ws. baterii rakiet Patriot, co oznacza, że program „Wisła” będzie rozwijany, ponadto Amerykanie – koncern Lockheed Martin – będzie partnerem Polskiej Grupy Zbrojeniowej w programie „Homar”. Jest to odpowiedź na rosyjskie iskandery i zagrożenie ze wschodu? – Z pewnością tak. Jest to odpowiedź na zagrożenie ze strony Rosji. Pamiętam, że kiedy pełniłem obowiązki szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego i kiedy rozmawialiśmy o kwestiach technologicznych, to zawsze słyszeliśmy: dlaczego tak mocno się domagacie dostępu do tarczy antyrakietowej, skoro wam nic nie zagraża? Teraz sytuacja się zmieniła i nikt już nie pyta się dlaczego…? Najistotniejsze w związku z podpisanym memorandum jest to, że będziemy mieli dostęp do amerykańskiej technologii nowej generacji systemów Patriot, do której dostęp ma tylko kilka krajów. Nie jest to zatem tylko budowa obrony powietrznej, ale specjalnych relacji i dużego zaufania, jakim Amerykanie darzą Polaków. Trzeba wziąć pod uwagę, że Stany Zjednoczone niezbyt chętnie udzielają dostępu do najnowocześniejszych technologii – zwłaszcza w sektorze zbrojeniowym. Oczywiście jest to póki co list intencyjny, a więc początek drogi, ale skoro takie ustalenia zapadły na najwyższym politycznym poziomie i jest wręcz wskazanie, mapa drogowa, to podejrzewam, że na poziomie biznesowych większych problemów być już nie powinno. Na ile te decyzje dotyczące realizacji programów polsko-amerykańskich zmieniają strategię Polski w kwestii obronności? – Przede wszystkim strategia dotycząca bezpieczeństwa i obronności Polski zostaje w końcu urealniona. Można mówić wiele pięknych słów, rysować scenariusze dotyczące wspólnej odpowiedzialności – w czym celowała przede wszystkim zachodnia Europa – ale to było dużo słów, a mało działań, żartowano sobie nawet, mówiąc: „No action, talk only” (żadnej akcji, tylko rozmowy). Natomiast jest korzystne dla Polski, że Sojusz Północnoatlantycki jednak wraca do swoich korzeni i pamiętając także o artykule 3, buduje swoje zdolności obronne, a co za tym idzie – każdy członek NATO przede wszystkim ma nie tylko patrzeć, kto go obroni w przypadku zagrożenia, ale sam realizować swoje zobowiązania. Tylko wówczas, wszyscy razem i każdy z osobna, będziemy mogli czuć się bezpiecznie. Z całą pewnością wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Polsce była przełomowa, bardzo ważna. Polska godnie ugościła prezydenta najpotężniejszego światowego mocarstwa. Również wybór Polski przez prezydenta Trumpa jako pierwszego kraju w Europie, który odwiedza, nie był przypadkowy. Jesteśmy ważni…? – Donald Trump dał jasny sygnał państwom zachodniej Europy, że Polska jest ważnym państwem na geopolitycznej mapie świata, że Polska może być i jest wzorem europejskości, że jest liderem w Europie, jeśli chodzi o poważne podejście do traktowania swoich sojuszniczych zobowiązań. Polska się nie uchyla od odpowiedzialności w walce ze światowym terroryzmem, a jednocześnie sukcesywnie buduje swoje zdolności związane z realizacją zobowiązań sojuszniczych, które mówią o kolektywnej obronie własnego terytorium. Prezydent Trump podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą powiedział m.in., że wraz z Polską wypracowuje reakcję na agresywne i destabilizujące działania i zachowania Rosji. – Słowa te poszły w świat, również Kreml skomentował tę wypowiedź, twierdząc, że się nie zgadza z takim postawieniem sprawy. Mało tego, że wspólne polsko-amerykańskie działania dotyczące opracowywania wspólnej strategii na destabilizujące działania to zwykła retoryka. Jednak nie ulega wątpliwości, że jest to bardzo jasne odniesienie do tego, co się dzieje za naszą wschodnią flanką, do prowokacji ze strony Rosji, do rosyjsko-białoruskich manewrów wojskowych Zapad-2017, które odbędą się we wrześniu, było to też odniesienie do wcześniejszej rosyjskiej aneksji Krymu. Z Warszawy poszedł też jasny sygnał, ostrzeżenie, że jeśli sojusznik Stanów Zjednoczonych spotka się agresją ze strony rosyjskiej, to spotka się z reakcją Waszyngtonu. Jednocześnie prezydent Trump wypowiedział zdanie, które – jak sądzę – otwiera furtkę czy też możliwość Putinowi zawrócenia z drogi i obrania kierunku wspólnej walki z terroryzmem. Oczywiście jest to obwarowane pewnymi warunkami, czyli zaniechaniem destabilizacji Ukrainy i odstąpieniem od okupacji części terytorium tego państwa. Po szczycie NATO w Brukseli kraje zachodniej Europy, a zwłaszcza Niemcy, uwierzyły, że dadzą sobie radę bez Stanów Zjednoczonych. Czy aby na pewno…? – Relacje transatlantyckie są dla nas bardzo ważne. Europa w tej chwili jest – można powiedzieć – rozbrojona i w przypadku jakiegokolwiek ewentualnego konfliktu zbrojnego nie jest w stanie sobie poradzić bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. Sądzę, że zachodnia Europa ma tego świadomość, o czym może świadczyć wizja budowy wspólnych europejskich zdolności obronnych czy projekty, które pozwalałyby zbudować zunifikowany sprzęt, który europejskie państwa mogłyby wspólnie użytkować. Ale ta zmiana myślenia w podejściu do kwestii bezpieczeństwa i obronności została zainspirowana przez prezydenta Trumpa, który nawoływał, aby Europa przede wszystkim sama dawała sobie radę i w końcu sama zadbała o swoje bezpieczeństwo, bo ekonomicznie państwa Europy Zachodniej na to stać. Tym komunikatem Donald Trump obudził wśród zasklepionych elit europejskich czy unijnych refleksję, że jeśli Europa sama nie zadba o swoje bezpieczeństwo, to nie ma co liczyć, że zrobią to za nią Amerykanie. Trump powiedział, że silny sojusz z Polską pozostaje ważnym elementem pokoju. Czy, Pana zdaniem, to oznacza, że Polska i Stany Zjednoczone są strategicznymi partnerami? – Sądzę, że Polska awansowała do roli ważnego partnera w polityce Stanów Zjednoczonych. Polska to nie tylko przyjaciel, ale także ważny sojusznik i partner dla obecnej administracji waszyngtońskiej. Stany Zjednoczone właściwie pod każdym względem, czy to wielkości państwa, ludnościowym, czy pod względem ekonomicznym, gospodarczym, czy militarnym, trudno porównywać z Polską. Zresztą nawet Rosja miałaby z tym problem. Natomiast to, co zostało zaakcentowane przez prezydenta Trumpa, to wspólnota wartości, które nas łączą. Wartości rodziny, życia, wszystko zakorzenione w Bogu, to jest ważne, bo z tego wypływa wszystko inne. To morale, wartości, spójność słów z czynami powoduje, że nawet najwięksi wrogowie nie są w stanie sobie poradzić. Z własnego doświadczenia, wieloletniej służby i współpracy z żołnierzami Armii Stanów Zjednoczonych, mogę powiedzieć, że na Amerykanach można polegać. Również Amerykanie w ramach NATO doświadczyli również, że na Polakach można polegać. Kiedy pojawia się problem, to pierwszym pytaniem nie jest, co i za ile, a więc o korzyści, ale wtedy, kiedy po zamachach na World Trade Center Amerykanie prosili nas o wspólną misję w Afganistanie, Iraku, a ostatnio o wsparcie walki z terroryzmem islamskim, to z naszej strony nie było wątpliwości i tłumaczenia, że my zrobiliśmy już swoje i kolej na innych, ale Polska – na miarę swoich możliwości – aktywnie przystąpiła do realizacji sojuszniczych zobowiązań. I chyba to miał na myśli prezydent Trump, mówiąc o podejściu do wspólnych zobowiązań. Takiej odpowiedzi – w ostatnich latach – ze strony innych państw europejskich nie było. Natomiast były połajanki, wspomnę tylko słowa prezydenta Francji Jacques’a Chiraca, który powiedział, że Polska straciła okazję, żeby siedzieć cicho. Czy przesłanie dotyczące wartości, bardzo wyraźnie odwołujące się do Boga, to ważniejsze akcenty wizyty prezydenta Trumpa w Warszawie? – Zdecydowanie tak. Ważne było też podkreślenie wagi i istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego jako stabilizatora światowego pokoju, ponadto słowa o kolektywnej obronie. Drugi element to wyraźnie zarysowany priorytet walki z terroryzmem i obrona zachodniej cywilizacji, trzeci – krytyka i wezwanie Rosji do porzucenia, do rezygnacji z nieobliczalnej polityki i aby wspólnie z innymi państwami zaczęła pomagać w budowaniu obszaru bezpieczeństwa w naszym regionie. To wszystko, o czym wspomniałem, opiera się na fundamencie, którym jest system wartości, odwołanie się do Boga. O tym wszystkim mówił prezydent Trump w Polsce, podkreślając np. rolę powstańców warszawskich, których nie dało się złamać, którzy w obliczu zagrożenia niemieckiego walczyli o własny kraj, o wolność, o swobody, o demokratyczny ład i pokój. Jak Pan ocenia wizytę Donalda Trumpa? – To była historyczna i bardzo ważna wizyta. Prezydent największego światowego mocarstwa rozpoczyna swoją wizytę w Europie nie od Berlina, Paryża czy Londynu, ale od Warszawy – to jest sygnał dla świata. To w Polsce padły długo oczekiwane deklaracje o podtrzymaniu bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej oraz te związane z podtrzymaniem art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Istotna była też propozycja sojuszu w obronie wspólnych wartości, a także apel do Europy, aby skończyła z lewicowo-liberalną polityką, żeby wsłuchiwała się w głos swoich obywateli i wróciła do chrześcijańskich korzeni. W innym wypadku przegra wojnę cywilizacyjną, która się toczy. Również Polska pokazała prezydentowi Stanów Zjednoczonych, ale też całemu światu, swoją gościnność i potwierdziła, że czy się to komuś podoba, czy nie, to Ameryka jest gwarantem naszego bezpieczeństwa. Dziękuję za rozmowę. Mariusz Kamieniecki

[chan] wykop
BM-2cXFVu2jrwXJyph3YquB9KY1rgyd2mteRv

Subject Last Count